kominek blog

Twój nowy blog

Uwaga: poniższy tekst jest jednym z najczęściej kradzionych mi tekstów. Jeśli widzisz, że ktoś gdzieś się pod nim podpisuje, poinformuj mnie o tym.

Miałem już dzisiaj nic nie pisać ale się wkurwiłem jak nigdy! Muszę odreagować, sory za błędy i ogólny chaos, ale mam to w dupie.
Niech to chuj strzeli, jebany dr Oetker! No co mnie kurwa podkusiło, żeby kupić budyń z tej zjebanej firmy?
Siedziałem sobie w domu, czytałem to i tamto, aż mnie nagle złapała ochota na budyń. A z pięć lat już tego gówna nie jadłem.
No się wziałem ubrałem, pobiegłem do sklepu.
- Poproszę budyń.
- Proszę.
- Dziękuję.

Szybki powrót do domu.
Na opakowaniu napisane, że gotować mleko, potem wsypać, bla, bla, bla.
Zrobiłem jak kazali.
I co ?
I wyszło mi kakao! Rzadkie jak sraczka. Tego się nie da jeść. Jak te pieprzone chamy mogą nazywać to coś budyniem i jeszcze chwalić się nową recepturą?
Ja, Kominek, mam tego dość. Dość jebanej demokracji, kapitalizmu i calego tego ścierwa, która weszło do nas po ’89.
Chce takich budyniów jak za komuny!
W brzydkich opakowaniach, ale gęstych z takimi wkurwiającymi grudkami!
I kisieli też chcę! Niedawno na własne oczy widziałem jak moja znajoma PIŁA kisiel! Jak można pić kisiel? Czy nasze dzieci już nie będą pamiętały, że to należy wyjadać łyżeczką, do której wszystko się lepi i na koniec trzeba oblizać?
Kto mi zabrał szklane litrowe butelki z koka kolą? Komu one przeszkadzały?
I mleko w butelkach i śmietana! A takie fajne kapsle miały…
Dlaczego teraz nawet wafelki prince polo są w tych cudnych opakowaniach zachowujących świeżość przez pincet lat? Ja chce wafelków w sreberkach! I nie tylko prince polo ale i Mulatków!
Jaki dziad skurwił się zachodnią technologią, dzięki której teraz wszystkie cukierki rozpływają się w ustach, a nie tak jak kiedyś, trzeba je gryźć!?
No pytam sie, no!
Pierdolę mieć do wyboru setki rodzajów lodów i nie móc zdecydować się, na jaki mam ochotę! Kiedyś były tylko bambino w czekoladzie i wszyscy byli szczęśliwi, a jak rzucili casatte to ustawiała się kolejka na pół kilometra.
Czy ktoś pamięta jak smakuje prawdziwa bułka? Nie, kurwa, nie tak jak w waszych pierdolonych sklepach, napompowane powietrzem kruche gówna. Prawdziwe bułki są twardawe, wyraziste w smaku, a najlepiej z prawdziwym masłem, które wyjęte z lodówki jest niemożliwe do rozsmarowania! O margarynie za komuny można było tylko pomarzyć, a jak była to taka chujowa, chyba „Palma” się nazywała.
Wielkie pierdolone koncerny wyjebały na amen z rynku moją ukochaną oranżadę, którą za młodu gasiłem pragnienie. I jej młodszą siostrę – oranżadkę w proszku, której nikt nigdy nie rozpuszczał w wodzie, bo służyła do wyjadania oblizanym palcem. Nawet ukochane parówki mi zajebali, dziś już nie robi się takich dobrych jak kiedyś…
W telewizji dwa kanały, na każdym nic do oglądania. Teraz mamy sto kanałów i też nic nie ma. Możemy wpierdalać pomarańcze, banany i mandarynki, a kiedyś jak przyszedłeś z czymś takim do szkoły, to cie „szefem” nazywali.
Fast foodów też nie bylo i każdy żywił się w brudnych budach z hamburgerami napakowanymi warzywami, zapiekankami z serem i pieczarkami i hod-dogami nabijanymi na metalowe pale. Buła, parówa, musztarda! Nic więcej do szczęścia nie potrzebowaliśmy.
Kurwa pierdolona mać. A taką miałem ochotę na budyń!

TEN BLOG TO TYLKO KOPIA ZAPASOWA;)

WSZYSTKIE MOJE NAJLEPSZE TEKSTY ZNAJDZIECIE NA http://www.kominek.blox.pl

W życiu każdej kobiety przychodzi ten szczęśliwy moment, gdy na swojej drodze spotyka prawdziwego mężczyznę. Niestety szczęście nie trwa wiecznie, ponieważ w końcu trzeba dać się przerżnąć.
Jako że wiele kobiet ten moment ma przed sobą, pozwólcie, że Kominek opowie wam, jak wygląda seks z „idealnym mężczyzną-kochankiem”.

Idealny kochanek rozpoczyna przygotowania do seksownego wieczoru już rankiem.
Najpierw obdzwania wszystkich kumpli dumnie informując, że dziś „zaliczy fajną dupę”.
Następnie przegląda strony internetowe, odgrzebuje stare poradniki ucząc się z nich, jak doprowadzić partnerkę do orgazmu w ciągu pięciu minut. Jednym palcem.
Wieczorem zakłada czyste skarpetki, stare wrzucając pod łóżko, pędzi do łazienki i szybkim „niochem” obwąchuje pachy.
Nie śmierdzą?
No to dobrze. Wystarczy psiknąć adidaskiem i po sprawie. Szkoda czasu na kąpiel.
Przed lustrem robi głupie miny, pół godziny goli się tak, zeby mieć mordę gładką jak u niemowlaka, bowiem w poradnikach napisali, że kobiety nie lubią, jak ich coś drapie przy minecie.
Tuż przed wyjściem z domu odlewa się nie podnosząc deski i cichutko nuci jakąś niezrozumiałą melodię.
Po oddaniu płynu niezdarnie zakłada majtki, wciska w nie podkoszulek, spłukuje kibel i wychodzi. Po sikaniu nie myje rąk. Po co? Wystarczy wytrzeć w spodnie.

Wizytę u kobiety rozpoczyna od:

* szerokiego uśmiechu (bez względu na stan uzębienia)
* pocałowania w rękę (koniecznie z odgłosem cmoknięcia),
* kilku komplementów (ślicznie dziś wyglądasz…)
* wystawienia przed upudrowany nos ukochanej – butelki taniego wina marki wino (Made in Poland).

Następuje dwu-trzygodzinna ściema, podczas której idealny mężczyzna-kochanek opowiada cały swój życiorys, co dziesięć minut wspomina o zarobkach, znienawidzonym wyścigu szczurów i politykach-złodziejach, którzy okradają kraj. Jest oczytany, co udowadnia znając „Kod Leonarda da Vinci”, a także inteligentny, bowiem wysuwa hipotezę, jakoby Dan Brown wszystko zmyślił. Nie argumentuje tego, ponieważ zauroczona jego intelektem kobieta wcale nie potrzebuje wykładu na temat dziewictwa Marysi. I dobrze, mogłaby się rozczarować stanem wiedzy przyszłego kochanka.

Mija pierwsza godzina, druga godzina. Jego komórka ma ustawione automatyczne dzwonienie co piętnaście minut. Odbiera te telefony i krótkimi stanowczymi słowami wykrzykuje „sprzedawaj!sprzedawaj wszystkie akcje!”, albo „nie mogę z tobą rozmawiać, bo mam ważne spotkanie”.
Gdy kończą się tematy, zaczyna opowiadać o swoich byłych kobietach. Dziwnym trafem dotychczas zadawał się z samymi szmatami, idiotkami, niewiernymi sukami, a on to sam już nie wie, czy jest w stanie jeszcze zaufać jakiejkolwiek kobiecie. Tyle razy został skrzywdzony… Wsłuchana w jego opowieści panienka, udaje zainteresowanie i żeby nie stracić wątku, co parę minut przytakuje, uśmiecha się, ale większość czasu poświęca na skubaniu etykietki z butelki wina.
Gdy alkohol zaczyna działać, mężczyzna odważnie opowiada o swoich seksualnych możliwościach.
Że niby może tak długo, że kobiety nigdy nie narzekały, a w ogóle to on jest „mistrzem patelni” i językiem potrafi zdziałać cuda.

Ten interesujący wieczór kończy się w łóżku.
Ona godzi się na seks mając nadzieję, że on jest lepszym kochankiem niż rozmówcą, a samo ruchanko nie będzie tak „pasjonujące” jak dysputy o jego karierze i osiągnięciach.
Gdy idealny kochanek ściąga majtki, jej oczom ukazuje się nieco ponad przeciętnej długości członek. Oczywiście we wzwodzie. Onieśmielona kobieta, za drobny zgrzyt uznaje fakt, iż penis ten osadzony jest na całkowicie wygolonym łonie i wygląda jak trąba słonia. Może tak jest modniej?
Równie mało istotnym szczegółem jest, że idealny kochanek wpierdala się jej do łóżka w skarpetkach. W końcu to pierwszy raz, mógł się zapomnieć…
Za to ze zdziwieniem odnotowuje fakt, że boski Apollo, przed zbliżeniem…gasi światło.

Idealny kochanek wie jak sprawić, by kobieta miała mokro w gaciach.
Seks rozpoczyna od namiętnego pocałunku, podczas którego wciska swój język aż do przełyku z trudem łapiącej oddech kobiety. Następnie jego ręka wędruje w okolice majtek i mocnymi, męskimi pociągnięciami przesuwa po jej cipce w górę i w dół. W górę i w dół, w górę i w dół…
Udając nieposkromionego lwa, głośno sapiąc cmoka kochankę po całym ciele, łapczywie zanurza usta w jej sutkach na przemian ciągnąc je i ssąc. Kątem oka spogląda na reakcje kobiety, która coś tam stara się postękiwać, ale więcej jest w tym udawania i samonakręcania niz rzeczywistego podniecenia.

Moment krytyczny zaczyna się, gdy jego język pierwszy raz dotyka cipki. Biedna kobieta z trudem powstrzymuje wybuch śmiechu i gilgotki, a następnie już tylko wzdycha ni to ze zniechęcenia ni to z podziwu dla umiejętności idealnego kochanka. On w tym czasie popierdala swoim języczkiem po łechtaczce, a szybkość z jaką to robi jest bliska prędkości światła. Prawą dłonią wpycha dwa palce w jej suchą pochwę, cichutko mrucząc przy tym i nie zwracając uwagi jak biedna kochanka z bólu przygryza wargi. Ani myśli obchodzić się z nią delikatniej…

Wkurwiona kobieta w końcu postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i udając maksymalne podniecenie wyrywa się spod obślinionej mordy faceta, chwyta za jego penisa i wkłada sobie do buzi.
Zaczyna się lodzik.
Pierwszy odruch wymiotny powoduje zapach fiuta. Idealny kochanek wie, że penisa nie należy myć przed stosunkiem. Wystarczy rano, albo poprzedniego dnia…
Drugiego odruchu wymiotnego dostaje w chwili, gdy podniecony do granic możliwości facet, chwyta ją za włosy i próbuje zmusić, by włożyła go głębiej.
Trzeci odruch wymiotny następuje, gdy dochodzi do wytrysku. Jamę ustną zaskoczonej kobiety wypełnia gęstawa, gorzkawa ciecz. Nie chcąc sprawić lubemu przykrości połyka to jednym haustem, dławiąc się i wycierając resztki z ust. Idealny kochanek ze zdziwieniem patrzy na reakcję kobiety.
Przecież miało jej smakować! Cały tydzień wpierdalał ananasy, bo w Bravo napisali, że tak trzeba. Spuścił się w gardło ukochanej pełen nadziei, że zamiast nasienia, wytryśnie mu jogurt z kawałkami owoców, gatunkowo lepszy od tych, które robi Jogobella.

Tak się jednak nie stało, ale on, niestrudzony jednym, marnym orgazmem, każe kobiecie rozkraczyć się na łóżku i na wpół sflaczałego fiuta wpycha jej w cipkę. Zaczyna się takie ruchanie że aż wióry lecą. Jebie i jebie.
Ona z początku podniecona, obejmuje męskie ciało dłońmi, szarpie za cudowny gąszcz włosów na jego plecach, poklepuje w tyłek krzycząc „mocniej, głębiej”, a on niczym niezmordowany demon seksu rucha bezwiednie leżącą kobietę i myśli sobie „ja to potrafię dobrze rżnąć”.
Mija minuta, dwie, dziesięć, pół godziny a tu końca nie widać. Jej cipa sucha niczym dowcipy o Chucku Norrisie wydaje z siebie nieprzyjemne pierdnięcia, ale jemu to nie przeszkadza.
Jebie i jebie i końca nie widać.
Ale koniec nadchodzi, dzięki Bogu! Posiniaczona , z wizją tygodniowych zakwasów, kobieta nieruchomo wbita w łóżko, czeka aż idealny kochanek obejmie ją i czule pocałuje.

On jednak wstaje i idzie do łazienki.
Tam przemywa fiuta trzymając go wyciągniętego nad kranem, po czym pochyla się nad kiblem i zaczyna odlewać. Zsapany, zziajany, pociera ręką spocone czoło i uśmiechając się pod nosem spogląda w lustro robiąc dumną minę najlepszego jebaki na świecie.
Na jeden krótki moment przytomnieje, marszczy czoło i w myślach zadaje sobie pytanie:
„Skoro było tak zajebiście, to dlaczego nie miała orgazmu?”
Wraca do pokoju, zapala papierosa i spoglądając na kobietę dochodzi do oczywistego wniosku: ona chyba jest oziębła.

Więcej moich tekstów znajdziesz na http://www.kominek.blox.pl

Dostaje wiele wiadomosci, w ktorych zarzuca mi sie, ze moje wpisy sa przesycone wulgarnoscia. No dobra, w takim razie to bedzie wyjatek. W ponizszym blogu nie bedzie ani jednego brzydkiego slowa, wszystko bedzie powazne i kulturalne, dlatego usilnie prosze, aby ominac ten wpis szerokim lukiem i zostawic go tym, ktorzy bardzo sie nudza i nie maja nic przeciwko czytaniu bardzo ale to bardzo nudnych, patetycznych blogow;-)

Aby przyblizyc moje spojrzenie na poszukiwanie idealnej kobiety przytocze historie o ptaku ciernistego krzewu pochodzaca z ksiazki Coleen McCullough, ktora zapewne malo osob zna. Za to serial na pewno kilkoro z was ogladalo. Pisze to z pamieci, wiec wybaczcie male niescislosci z oryginalem. Jest to jedna z najpiekniejszych opowiesci, jakie znam.

„Pewna legenda opowiada o ptaku, ktory spiewa jedynie raz w zyciu, piekniej
niz jakiekolwiek stworzenie na ziemi. Z chwila, gdy opusci rodzinne gniazdo
zaczyna szukac ciernistego drzewa i nie spocznie, dopoki go nie znajdzie..
A wtedy wyspiewujac posrod okrutnych galezi nadziewa sie na najdluzszy i
najostrzejszy ciern.
Umierajac wznosi sie ponad swoj bol, zeby przescignac w radosnym trelu
slowika i skowronka.
Jedna…najpiekniejsza piesn…za cene zycia!
Caly swiat wtedy zamiera, aby go wysluchac, usmiecha sie nawet Bog w
niebie…
Bo to, co najlepsze, jest zawsze okupione ogromnym cierpieniem.”

Hm…
Moja idealna kobieta…
To taka, ktora po moim powrocie z pracy nie usmiechnie sie do mnie, nie zapyta jak minal dzien, nie spyta czy wyprac mi skarpetki. To taka, ktora po moim powrocie z pracy wlaczy mi tv, zrobi loda, a pozniej poda papierosa.
Hehe, no dobra, zartowalem. Mialo byc powazniej i mniej wulgarnie:)

Idealna kobieta to taka, ktora bez slow, jednym spojrzeniem sprawi, ze przypomne sobie o tym, jakie to szczescie jest z nia byc. To taka, ktora bedzie kochac mnie tak bardzo, zeby wybaczyc wszystkie wady. Ludzie, ktorzy prawdziwie kochaja – potrafia wiele wybaczac. Idealna kobieta zamilknie wtedy, kiedy wie, ze nalezy to zrobic i wygarnie mi wtedy, kiedy sobie na to zasluze. Idealna to taka, ktora wkurzy sie, kiedy zgasze papierosa w niedopitej szklance, taka, ktora bedzie mi marudzic, ze sie zle odzywiam i za duzo siedze przed komputerem.

Idealna kobieta bedzie kupowac do domu kwiaty i opierdalac mnie za to, ze nie dostrzegam ich piekna. A w nocy bedzie wychodzic na dwor aby do samego rana gapic sie w gwiazdy, po czym wroci, zbudzi mnie tylko po to, aby powiedziec, ze kiedys razem na nie polecimy.
To takze taka kobieta, ktora slyszac od kogos jakies plotki na moj temat powie glosno: odpierdolcie sie od Kominka! I jak lwica bedzie walczyc o moje dobre imie. I wreszcie – chcialbym, aby to byla taka kobieta, ktorej podziwialbym piekno, ale bal sie jej rozumu.

Piekno kobiet, bagatelizowane przez pasztety naiwnie twierdzace, ze liczy sie charakter – jest najwazniejszym elementem poszukiwan idealow.

Idealna kobieta, to taka, wobec ktorej zaniemowilbym, calkowicie zauroczyl i podporzadkowal swoje zycie, niczym Martin Eden po spotkaniu z panna Ruth.
Idealna kobieta musialaby miec cos z Heleny trojanskiej, ktora niesiona glupimi emocjami poszlaby ze mna na koniec swiata, a zdominowana przez wlasny egoizm nie pozwolilaby sobie na utrate tej milosci.
Chcialbym, by miala w sobie cos z Marii Magdaleny, ktora skrycie bedzie nosila w sobie pewne uczucia tylko po to, aby mi ich nigdy nie ujawnic.
Niechze i bedzie w niej troche z Beatrycze opisanej przez Dantego – zlosliwej, troche zarozumialej, wynioslej i co najwazniejsze – niedostepnej wszystkimi zmyslami.
Moglbym te kobiete wtedy traktowac jak swoja Dulcynee i za nic w swiecie nie dostrzegalbym jej wszelkich wad i niedoskonalosci.
Mozna tych postaci wymieniac i wymieniac, wszak tematem zdecydowanej wiekszosci dziel swiatowej literatury jest wlasnie milosc.

Ksiazkowe idealy maja jedna ceche wspolna – wszystkie kobiety byly piekne, a milosc do nich nieszczesliwa. Jest w tym troche prawdy, ze najpiekniejsze milosci to te, ktorych nigdy nie mamy okazji urzeczywistnic.
A jesli juz je urzeczywistniamy to przegrywamy. Tak jak przegrali wszyscy wymienieni przeze mnie bohaterowie. Bo nie ma prawdziwej milosci, ktora nie konczy sie cierpieniem. Wiedziala o tym Twain’owska Ewa, ktora w swoich pamietnikach modlila sie do Boga, aby pozwolil jej umrzec razem z Adamem albo przed nim, aby oszczedzil jej cierpien utraty mezczyzny, ktory „byl tylko jej”. Jej modlitwy zostaly wysluchane. To Adam, na jej grobie napisal o raju, ktory byl tam, gdzie byla ONA.
Spotykajac idealna kobiete godzimy sie na cierpienie. Swiadomie, wrecz masochistycznie, jak ciernisty ptak, szukamy wlasnego ciernia, ktory predzej czy pozniej zabije nasze serce.
W takim razie najlepiej jest cale zycie walczyc o ideal i spotkac sie z nia tuz przed smiercia. Tak jak Honoriusz Balzack, ktory 15 lat probowal zdobyc serce pani Hanskiej. I zdobyl je. Pare miesiecy przed smiercia, bedac juz u kresu sil. Tyle lat poswiecil, by zdobyc cel, z ktorego nawet nie mogl sie w pelni cieszyc.
Ale wszedl na szczyt, z ktorego nie zszedl pokonany.

O tak, byc na szczycie uczuc i nie zostac przez nie pokonany…
Trwac w poszukiwaniach…
Byc tam, gdzie nie ma pozegnan, zerwanych zwiazkow, niezgodnych charakterow, fizycznej brzydoty i smierci.
Szukac i nie znalezc tej, ktorej gesty i slowa beda cierniem, dzieki ktoremu zaczne zyc i powoli umierac.
Nie znalezc tej, ktorej pocalunek bedzie mnie kladl do snu, w zapachu ktorej zasne i dotyku, ktory rano mnie zbudzi.
Zawsze marzyc o kobiecie, ktora przytuli cie, po czym delikatnie odsunie opuszczajac wzrok, jakby zdawala sobie sprawe z kruchosci chwil.
Oczami wyobrazni widziec jak jej oczy, lekko szkliste zachodzace lzami szczescia i zwarte usta, ktore leciutko, prawie niewidocznie – usmiechaja sie do ciebie.
Nie, nie ma raju tam, gdzie jest ONA.
To ONA jest rajem.
I juz nie mowic, nie slyszec, nie dotykac… Zatopic sie w idealnej piesni, ktorej imieniem jest idealna „milosc”.
I przestac zyc, bo po takiej chwili – nic juz nie moze byc piekniejsze.

WY, KOBIETY.

51 komentarzy

Jestescie chujowe!

Juz wyjasniam, dlaczego. Otoz slucham sobie wlasnie romantycznych piosenek.
Z mp3 napierdala do mnie Celine Dion, Niemen, Gorniak, Big cyc…
Slucham takze Kominka, bo lubie gadac do siebie.
I sobie tak mysle, kurwa mac, kobiety w tych piosenkach sa takie…kobiece!

Co sie z wami teraz porobilo?
Kiedys bylyscie takie fajne, a teraz co spotkam to jakies BABOCHLOPY.
Ubieracie sie chujowo, chodzicie w glanach, podartych swetrach, brudnych
majtkach. Nosicie chujowe buty kupione na wyprzedazy. Pol biedy, ze golicie
nogi, ale co z tego, skoro zapominacie czasami ogolic zarostu pod nosem?
Myslicie, ze tego nie widac? Widac i rzygac sie czlowiekowi chce.

Ale to nie wszystko. W glowach wam sie poprzewracalo, bo teraz zamiast
myslec o rodzeniu dzieci i uslugiwaniu facetom, to kariery jakies se
robicie. Wielkie mi kurwa karierowiczki – sekretarki-szparki. A w swoich
domach macie syf niczym pospolity facet. Spojrzcie na swoje pokoje, jak w
nich brudno. Ubrania, puste talerze, szklanki, niedopalki, a w lazience
kible z resztkami wlosow lonowych.

Co z was beda za matki, kiedy wy nawet mleka ugotowac nie potraficie?
Zamiast czytac ksiazki, pilnowac, by waszemu mezczyznie niczego nie
brakowalo, sprzatac mieszkanie i marudzic mu, ze sie zle odzywia, to wy
siadacie razem z nim w fotelu, otwieracie puszki od piw i ogladacie mecze
pilki noznej przeklinajac naszych jak raz za razem dostaja w dupe.
Nie ma juz w was romantycznosci. Zapomnieliscie jak sie patrzy na gwiazdy,
nie piszecie wierszy, nie kupujecie kwiatow. Nawet sciemniac was nie
trzeba, bo jestescie tak niedoruchane, ze wystarczy jeden usmiech i juz
wypinacie tylek.

Juz nie ma takich kobiet, jakimi byly nasze babcie, nasze mamy. Cieple,
pelne milosci, naiwnosci, kobiecej glupoty a jednoczesnie bedace symbolem
stabilizacji dla faceta. Kiedys facet wracajac do domu nie myslal o tym,
czy dzis uda sie doprowadzic jego kobiete do orgazmu, czy zdradzala go z
listonoszem, czy kupila sobie kulki dopochowe i juz nie bedzie go wiecej
potrzebowala. Kiedys facet wracal do domu, a tam dostawal obiad, usmiech
kobiety pytajacej, czy mial ciezki dzien. Po obiedzie zasiadal sobie przed
telewizorem albo spierdalal na piwo, bo mial dosc marudzacej zony.

Wieczorem wracal, przyjmowal zjebke za chlanie i spuszczal sie w swoja
ukochana nawet nie czekajac az ona dojdzie. Czasami kobieta domagala sie
uslyszenia jakichs czulych slow od faceta proszac:
- Kochanie, powiedz mi te dwa magiczne slowa…
- Kocham Cie – odpowiadal partner i dalej posuwal malzonke.
Dzisiaj seks stal sie bezuczuciowy. Kobiety traktuja stosunek jako cos, co
ma je szybko zaspokoic. Nie ma w was romantyzmu, to i w nas nie ma potrzeby
bycia romantycznym. Wspolczesna kobieta od czasu do czasu domaga sie sie
uslyszenia czulych slow, ale w zamian dostaje odpowiedz dostosowana do jej
potrzeb:
- Kominku, powiedz mi te dwa magiczne slowa…- prosi posuwana kobieta.
- Wyzej dupe!

I tyle.

Samescie do tego doprowadzily. Jestescie beznadziejne w waszym
feministycznym podejsciu do zycia. Jestes glupie zapominajac, ze
powinniscie byc slabsza plcia. Jestescie glupie myslac, ze sposobem na
zycie jest upodabnianie sie do facetow. Brakuje wam tylko fiuta, bo cycki i
tak zazwyczaj macie male. Jestescie zalosne myslac, ze bedac takimi -
bedziecie szczesliwe.
Jestescie po prostu chujowe. ;-)


  • RSS